LANCOME TEST SERUM I PODKŁADU

Dla wielu z nas młody wygląd i piękna cera są najważniejszym celem urodowym, na który nie szczędzimy czasu ani pieniędzy. Często skuszone reklamą czy dobrymi opiniami jesteśmy w stanie sięgnąć po produkty z wyższej półki i zapłacić więcej oczekując zdumiewających efektów. Czasami jednak wysoka cena nie idzie w parze z najlepszą jakością. Sama ostatnio zaczęłam wyznawać zasadę, że tanie nie znaczy złe i wyszukuję bardzo dobre kosmetyki polskich marek, które są na każdą kieszeń. Jednak dziś nie o tym, wręcz przeciwnie. Czasem chcemy rozpieścić siebie i naszą skórę produktami, których nie kupujemy sobie na co dzień, a oszczędzamy na nie dość długo lub otrzymujemy je w prezencie (ja często tak robię). W tym poście wzięłam pod lupę dwa produkty marki Lancome, których próbki otrzymałam i skrupulatnie testowałam, aby podzielić się z Wami jak najdokładniejszą opinią. Są to serum Advanced Génifique, Serum aktywujące młodość oraz odkład Teint Idole, Ultra Wear Foundation (Długotrwały podkład do twarzy). Jak widzicie, jeden z pieęgnacji drugi z kolorówki – oba mają zapewnić nam piękny wygląd cery, ale czy tak jest?

Na wstępnie dodam, że mam 25 lat, a to idealny moment na rozpoczęcie używania produktów przeciwzmarszczkowych, które będą ujędrniać skórę i opóźnią lekko proces starzenia. Pojawiają się u mnie pierwsze zmarszczki mimiczne. Moja cera jest mieszana, z dość mocno świecącą się strefą T oraz lekko naczynkowa – zaczerwienienia pojawiają się głównie w okolicy nosa, brody i na policzkach, czasem są mocniejsze, czasem lżejsze w zależności od czynników zewnętrznych. Nie mam problemów z niedoskonałościami, suchymi skórkami czy alergiami skórnymi. Przejdźmy teraz do moich doświadczeń z serum i podkładem.

Advanced Génifique, Serum aktywujące młodość
Advanced Génifique, Serum aktywujące młodość

Jakiś czas temu skończyłam moje serum i kilka tygodni nie nakładałam tego produktu wcale. Po otrzymaniu miniaturki serum Lancome Advanced Génifique z dużym zaciekawieniem przystąpiłam do jego testów. Serum zamknięte jest w buteleczce z aplikatorem w postaci pipetki, dzięki czemu możemy dozować tyle produktu ile jest mamy potrzeby. Ma lejącą konsystencję, którą szybko i bez problemów można rozsmarować na całej twarzy. Bardzo spodobało mi się to, że wchłania się wręcz natychmiast i pozostawia skórę wygładzoną i nawilżoną, bez uczucia lepkości i bez tłustego filmu. Stosowałam je zarówno rano pod mój krem nawilżający lub bezpośrednio pod podkład i idealnie współgrał z wieloma kosmetykami, nic się na nim nie rolowało ani nie traciło swojej trwałości. Taki sam efekt uzyskiwałam podczas wieczornej pielęgnacji. Serum intensywnie nawilża i odżywia skórę, wygładza ją i sprawia że jest miękka i elastyczna. Mam wrażenie, że przy regularnym stosowaniu jej kondycja widocznie się poprawiła. Gdy stosowałam to serum nie pojawiało mi się tyle zaczerwienień co zwykle, a koloryt został bardziej wyrównany. Przyznam, że jestem bardzo zadowolona z działania tego produktu i chętnie kupiłabym sobie pełnowymiarowe opakowanie, jednak cena ponad 300 zł za 50 ml mnie trochę odstrasza.

Lancome, Teint Idole, Ultra Wear Foundation (Długotrwały podkład do twarzy)
Lancome, Teint Idole, Ultra Wear Foundation (Długotrwały podkład do twarzy)

Po tym jak dobrze sprawdziło mi się serum w podkładzie pokładałam równie wielkie nadzieje. Kilka razy miałam na sobie podkłady od Lancome i pamiętam, że byłam z nich bardzo zadowolona. Jakiś czas temu na moją wish listę trafił też podkład Teint Idole, a teraz mogłam sprawdzić dokładnie jak utrzyma się na mojej twarzy w ciągu dnia. Odcień, który mam to nr 008 beige opale w idealnym dla mnie kolorze oraz 03 beige diaphane – zdecydowanie dla mnie za ciemny. Zacznę od tego 03, który jest ciemnym, pomarańczowym odcieniem, po nałożeniu na twarz jeszcze odrobinę zoksydował co sprawiło, że wyglądałam okropnie, nie miałam nawet ochoty obserwować jego działania, od razu zmyłam go z twarzy. Natomiast 008 beige opale tuż po aplikacji na pierwszy rzut oka wydawał się odrobinę za jasny, jednak po odczekaniu oraz przypudrowaniu lekko ściemniał i dopasował się do mojego odcienia skóry co bardzo mi się spodobało. Jego konsystencja jest dość gęsta i treściwa co sprawia, że ma on mocne krycie ładnie niwelujące przebarwienia i zaczerwienienia, przy czym prezentuje się na twarzy dość naturalnie nie tworząc efektu maski. Niestety ten efekt utrzymuje się maksymalnie do dwóch godzin, później podkład waży się głównie w strefie T bardzo mocno uwidaczniając pory aż do momentu gdy stamtąd znika. Szybko broda i nos stają się czerwonymi plamami na tle ładnie ujednoliconej skóry w pozostałej części twarzy, na której podkład utrzymuje się do okołu 6 godzin, później stopniowo znika nawet stamtąd. Moim zdaniem ten podkład potrzebuje wielu poprawek w ciągu dnia. Jak za cenę ok. 170 zł za produkt pełnowymiarowy i markę selektywną miałam nadzieję na bardzo dobry, kryjący i długotrwały produkt, niestety zawiodłam się i nie wrócę do niego ponownie.

Jak widzicie nie zawsze za drogimi produktami idzie dobra jakość. Cieszę się, że miałam okazję testować miniaturki i poznać serum i podkład od Lancome bliżej, dzięki czemu mogłam wyrobić sobie o nich zdanie. Jeśli nie jesteście pewne jakiegoś zakupu zamiast tracić dużo pieniędzy polecam Was poprosić sprzedawcę o próbkę, dzięki której będziecie mogły sprawdzić dany kosmetyk w sposób, który sami go aplikujecie oraz z Waszymi pozostałymi produktami, co pomoże Wam w podjęciu dobrej decyzji.

Czy przed zakupem droższych produktów wolicie używać próbek?

Buziak,
Paulina

Reklamy