POMADKA CATRICE GENRATION MATT COMFORTABLE LIQUID LIPSTICK

Hej! Dziś przychodzę do Was z kolejną dawką makijażowych nowości, które od niedawna stosuję. Post będzie tak naprawdę poświęcony jednemu z nich – matowej pomadce w płynie od Catrice – Generation Matt Comfortable Liquid Lipstick w odcieniu 090 Girls Bite Back.

Z ręką na sercu mogę przyznać, że pomadki to moja największa kosmetyczna słabość. Bez względu na formułę, kolor, wykończenie, często kuszę się na nowe produkty do ust i nie żałuję tego, chociaż mózg podpowiada mi że mam już taki kolor, a kolejna pomadka nie jest mi potrzebna, bo i tak ich wszystkich nie zużyję. No ale mówi się trudno 🙂

Wracając do tematu pomadki od Catrice – jest to moja pierwsza pomadka tej marki. Produkt jest w płynie i według obietnic producenta jest długotrwały pozostawiając na ustach efekt aksamitnego matu. Jest to kosmetyk wegański, zawierający w swoim składzie olejek jojoba, który pozostawia efekt zadbanych i wypielęgnowanych ust.

Jak zawsze zacznę od opakowania – jest ono bardzo wygodne, zawiera 5ml pomadki. Posiada aplikator, który jest standardowym aplikatorem pomadek w płynie czy błyszczyków, jednak jego kształt jest dość nietypowy, wąski i zwężany ku górze, dzięki czemu aplikacja pomadki i obrysowanie konturu jest łatwe i dokładne.

CATRICE GENRATION MATT DOMFORTABLE LIQUID LIPSTICK
CATRICE GENRATION MATT DOMFORTABLE LIQUID LIPSTICK

Sama formuła pomadki jest rewelacyjna i zgodna z obietnicami producenta – aksamitna, lekka, mocno napigmentowana.  Już jedna warstwa pięknie pokrywa wargi intensywnym kolorem. Nic nie prześwituje, nie tworzą się plamy, nie roluje się na skórkach i nie podkreśla ich (przy noszeniu matowych pomadek pamiętajcie o odpowiedniej pielęgnacji ust i częstych peelingach). Jej konsystencja jest dość rzadka i płynna, dlatego tuż po aplikacji na ustach jest wręcz niewyczuwalna. Nie tworzy grubej skorupy i nie ściąga ust, wygląda bardzo naturalnie i delikatnie. Efekt jaki daje jest moim zdaniem czymś pomiędzy matem a aksamitnym wykończeniem – ładnie odbija światło, nie zastyga na totalny mat, lekko transferuje jeśli odciśniemy ją na dłoni czy chusteczce – mimo to kolor schodzi z ust bardzo delikatnie, wręcz niezauważalnie. Jest bardzo wygodna w noszeniu, na moich ustach utrzymuje się tak do 4 godzin bez jedzenia, trochę krócej po posiłku. Poprawki czy dołożenie kolejnej warstwy nie powoduje utraty jej naturalnego, świeżego wyglądu.

Sam kolor natomiast 090 Girls Bite Back to bardzo ładny ciemniejszy odcień łososiowego – jest on idealnie dopasowany do tonów mojego naturalnego koloru ust, dlatego wygląda na nich naturalnie, a ja czuję się w nim dobrze i chętnie sięgam po niego na co dzień. Wiem, że w ofercie jest jeszcze 7 innych odcieni przez jasne beże, bo ciemne burgundy. Cena pomadki to ok. 16 zł.

IMG_5183

IMG_8661IMG_8667

Podsumowując:

  • bardzo lekka konsystencja,
  • wygodny aplikator,
  • przyjemny, słodki smak,
  • niewyczuwalna na ustach,
  • pozostawia wykończenie aksamitno-matowe – nie zastyga na totalny mat, ale jest bardziej trwała niż pomadka satynowa,
  • lekko transferuje, ale utrzymuje się do kilku godzin
  • wygląda naturalnie na ustach – nie podkreśla suchych skórek.

Polubiłam tę pomadkę za jej kolor i lekką formułę. Jedyne co mi w niej przeszkadza to transferowanie na wszystko dookoła – mimo tego, że się nie rozmazuje wokół ust, to czasami rozwiane przez wiatr włosy wpadające na usta czy apaszki brudzą się od niej. Moim zdaniem dobry kosmetyk jako dopełnienie codziennego makijażu.

Buziak,
Paulina

Reklamy

WELEDA KREM NA NOC

Na pewno zauważyliście już, a ja powtarzam się w kółko, że naturalna pielęgnacja twarzy zagościła na dobre w mojej kosmetyczce. Coraz chętniej sięgam po produkty oparte na naturalnych składnikach z jak najmniejszą ilością chemii. Niedawno pisałam Wam o dezodorancie w kulce Citrus marki Weleda, który zrewolucjonizował moją codzienną higienę, dziś chciałabym Wam przedstawić element mojej wieczornej pielęgnacji. Jest to wygładzający krem na noc z dziką różą WildRose. Krem ma regenerować i wspomagać odbudowywanie skóry podczas snu, łagodzić pierwsze zmarszczki, odżywiać i zasilać skórę.  Krem zawiera w sobie olejek z nasion organicznej róży uprawnej, rewitalizującej pielęgnacji – stymuluje proces wzrostu skóry, pomaga zachować elastyczność i witalność.

A jak się sprawdził? Przypomnę tylko, że mam cerę mieszaną ze średnią tendencją do świecenia się w strefie T, bez problemów z niedoskonałościami, lekko naczynkową.

Krem zamknięty jest w metalowej tubce, dla mnie wygodnej w użyciu i dozowaniu odpowiedniej ilości kosmetyku. Ma lekko żółtawy kolor, który po kontakcie ze skórą robi się transparentny oraz dość intensywny roślinny zapach – ja w nim nie wyczuwam nut róży, ale mój mąż już to czuje. Mi zapach nie przeszkadza, ale nie jest on może najprzyjemniejszy. Czytaj dalej „WELEDA KREM NA NOC”